Minął ponad dzień, odkąd Ella po raz ostatni mogła zasnąć. Stały. Ja sam mam przed sobą pracę związaną z końmi. Uczę się żyć z ciszą i przestrzenią, którą pozostawia. Mój pies należał do tych, których przestrzeń osobista była co najmniej dwudziestokrotnie większa niż jej ciało. Usiadła, moja Ela, zarówno fizycznie, emocjonalnie i psychicznie.
W ten sam sposób którymi wypełniły się ostatnie dni “ostatni raz z”, nadchodzące dni są wypełnione po brzegi “pierwszy raz bez”. Właśnie zacząłem gotować, bez Elli leżącej w przedpokoju i zaglądającej do kuchni wielkimi krokami, okrągłe oczy. Dzisiaj rano otworzyłem drzwi do spiżarni, a Ella nie spieszyła się, żeby sprawdzić, czy wybiorę dla niej kość czy coś dobrego.
Po prostu poświęcam dokładnie cały mój czas spędzony bez mojej Elli, po prostu nie. Cisza w domu ryczy. Moje kroki odbijają się echem w każdej przestrzeni, w której jej nie ma. Pustka jest nie do pogodzenia wielka. Nie ma ani jednego psa, który kiedykolwiek wypełniłby pustkę pozostawioną przez moją Ellę.
To takie ekstremalne dziwny, a jednocześnie tak naturalnie. Dokładnie o to się martwiłem. Że równie naturalne byłoby nie mieć Elli, podobnie jak posiadanie jej tutaj, życie to życie. Ale z jakiegoś powodu wydaje mi się, że tak właśnie powinno być. Była tu, a teraz jej tu nie ma. Jak do cholery można się tak czuć?
Samo w sobie; czułem się dokładnie tak samo, kiedy umarł tata. W jednej chwili tam był, w innym momencie go tam nie było. A kiedy ktoś przestaje istnieć, żyć, czy tak niesamowicie trudno sobie wyobrazić posiadanie tego tutaj, Ponownie. Jesteś albo jednym, albo drugim. Żywy lub martwy.
Nie ma powrotu.
Napisałem jedno post o Elli na blogu bipolarnym wcześniej dzisiaj. Warto jednak poruszyć ten temat i tutaj, bo przecież przecież chodzi o nią, pies. Jeśli nie możecie znieść czytania drugiego posta, to powiem Wam, że dotyczy on głównej lekcji, jaką otrzymałam od Elli, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy aż do dzisiaj. Absolutnie niesamowite – dziesięć lat razem z psem, i dopiero następnego dnia po jej śmierci zdaję sobie sprawę, czego próbowała mnie nauczyć przez te wszystkie lata.
Kiedy to zrobiliśmy Test przydatności Elli do obrony, – brzmiała uwaga lidera testu, że Ella była niesamowicie wesoła. I można śmiało powiedzieć, że była to jedna z jej głównych cech. Kochała żyć, kochała ludzi, pędziła przez życie i świetnie się przy tym bawiła, i zawsze oczekiwała najlepszego.
To drugie jest warto wspomnieć, ponieważ podczas naszych wspólnych lat kilka razy myślałem, że nigdy nie spotkaliśmy nikogo, kto nie lubił Elli, lub kto życzył jej choroby. Pomyślałem też, że tak naprawdę nie wiem, jak zareagowalibyśmy albo ona, albo ja, gdyby spotkała kogoś, kto być może ją uderzył lub kopnął. Jakoś nie widzę tego przed sobą, nawet w mojej najśmielszej wyobraźni.
I jestem wdzięczny za to. Że to się nie wydarzyło, i że ani ona, ani ja nie mogliśmy sobie tego wyobrazić. Tak się składa, że mam przekonanie, że to co myślisz, rozumiesz to. I tu pojawia się wielka wdzięczność za uświadomienie sobie tego, co jest dla mnie największą lekcją od Elli.
Kiedy masz stosunek Elli do życia, czy trudno jest ponieść porażkę. Wtedy wszystko będzie zabawne. Jestem sobą, chociaż mocno wierzę w to, jak to działa, bardzo źle. Ale teraz zamierzam zrobić to samo, co zrobiłem, gdy zmarł ojciec; przyjmij tę lekcję i rozwijaj w sobie najlepsze cechy Elli. Wydaje mi się, że to najlepsza rzecz, jaką mogę zrobić, aby uczcić jej pamięć.
Jak powinienem Naprawdę nie wiem jak się zachować, ale myślę, że to się uda. Wiem tylko, że zamierzam spędzić czas na żałobie i nauce życia bez mojej Elli. Jednocześnie mam zamiar ćwiczyć w niej radość życia i beztroskę. Poza tym mam zamiar zaplanować, jak do cholery będę się nosić, żeby móc mieć kolejnego psa. Ponieważ potrzebuję psa z wielu powodów.